Ave Cezar! – czyli o tym jak zostać gladiatorem i zgubić się w Wiecznym Mieście. Odcinek 2.

Wstaję rano i przekręcam zegarek. Przenoszę się o 2000 lat wstecz. Trochę się męczę, by tyle razy przekręcić wskazówkę zegara. Przenoszę się do Imperium Romanum i zaczynam wędrówkę po Wiecznym Mieście.

Przede mną wznosi się ogromny amfiteatr – Koloseum. Chmara ludzi biegnie w stronę wejścia. Podjechał rydwan, wysiadło kilku Rzymian.

– Co się dzieje? – zapytałam przechodnia.

– Za chwile zaczną się walki gladiatorów na arenie, nasz czcigodny cesarz Marek Aureliusz już zasiada na trybunach, prędko!

Nazwa Gladiator wzięła się od słowa gladius – czyli miecza rzymskiego. Walki na arenie organizowano ku uciesze ludności.  Patrzeć jak się ludzie zabijają…nie ma lepszej rozrywki. Gladiatorami byli głównie jeńcy wojenni, niewolnicy i przestępcy oraz szaleńcy, którzy podpisywali specjalne kontrakty. To była walka na śmierć i życie. Cesarz mógł okazać miłosierdzie i darować życie. Nieprawdą jest, że po zwycięskiej walce gladiator dostawał wolność. ”Porwij tłum Maximusie, a kiedy to zrobisz, Cezar być może dotknie twego ramienia i cię uwolni”. Zdobywali chwałę, uznanie, ale nie wolność. Symbolem wolości był drewniany miecz, który wojownik mógł otrzymać od cesarza lub swojego właściciela po wielu latach walki.

„Śmierć uśmiecha się do każdego człowieka. Jedyne, co człowiek może zrobić, to odwzajemnić swój uśmiech [Gladiator 2000]”

Koloseum to jedno z najpiękniejszych miejsc w Rzymie. Mimo iż zostały po nim już tylko ruiny nadal robi wrażenie. Wspaniała, antyczna budowla zwana Amfiteatrem Flawiuszów zachwyci nie tylko koneserów starożytnych budowli. Tysiące lat temu demonstrowała potęgę Rzymu, teraz budzi respekt i wprawia w zachwyt. „Rzym to nie marmury senatu, to piach Koloseum”. Amfiteatr jest jednym z nowych cudów świata.  Warto zwiedzić jego wnętrze. System korytarzy i podziemnych piwnic jest imponujący – organizacja pierwsza klasa. Koloseum jest zbudowane na planie owalu, które pomieści 50 tysięcy widzów. Wystarczy wytężyć słuch, a dotrą do Ciebie odgłosy dzikich zwierząt, okrzyki bojowe gladiatorów, aplauz widowni, odgłosy uderzanych o siebie mieczy. Poczujesz zapach krwi, potu, strachu i nadziei. Nazywam się Maximus Decimus Meridius, dowódca wojsk północnych, generał legionów Feliks, lojalny sługa prawdziwego cesarza, Marka Aureliusza. Ojciec zamordowanego syna, mąż zamordowanej żony, których pomszczę w tym życiu lub następnym.

– Halo, ziemia! Gdzie jesteś? – docierają do mnie jakieś odgłosy.

– Przepraszam, zamyśliłam się, byłam przez chwilę na arenie z gladiatorami.

Możecie wierzyć lub nie, ale będąc w Rzymie naprawdę można przenieść się w czasie.

dsc08915

 

dsc08925

 

 

 

dsc08938

Przed Koloseum stoi Łuk Konstantyna Wielkiego. Warto porobić kilka zdjęć będąc we wnętrzu Koloseum, gdyż łuk wygląda najokazalej właśnie z tego miejsca. Planując wycieczkę po Rzymie trzeba przeznaczyć jeden dzień na starożytność, czyli najstarszą część miasta. Koloseum jest głównym punktem i najbardziej atrakcyjnym. Ale tuż obok Koloseum znajduje się Palatyn. Ogromniasta kolejka za tym, aby zobaczyć ruiny… dokładnie tak, stoimy i prażymy się w słońcu, żeby popatrzeć na mury. Ale to nie są jakieś tam mury. Palatyn to wzgórze, gdzie za czasów Oktawiana Augusta mieszkała bogatsza część społeczeństwa. Mieściły się tu cudowne pałace z wielkimi łaźniami i ogrodami. Teren przypomina cudowny park, w którym umieszczono kilka rzeźb i zabytków. Fascynujące pozostałości budowli, kolumny, elementy fontann – fan architektury bądź archeologii mógłby tutaj spędzić życie, my natomiast odpoczywamy wśród zieleni.

dsc08936

dsc08956dsc08959

Po zejściu z Palatynu zwiedzamy okolicę starego miasta, która jest bardzo urokliwa. Dochodzimy do przeogromnej budowli, której wierzchołki było widać już ze wzgórza.  Jesteśmy na Piazza Venezia, czyli weneckim placu na środku, którego stoi Ołtarz Ojczyzny. Proszę Państwa, co to jest za budynek! Pierwsze miejsce za wielkość! Pierwsze miejsce za rzeźbione elementy! Pierwsze miejsce za pomniki!

post rzym.jpg

post rzym 3.jpg

W Rzymie warto się zgubić, naprawdę. Najlepiej wtedy dać mapę koleżance. Wykończona całodniowym zwiedzaniem, głodna, przekazuję mapę i mianuję nowego dowodzącego wyprawą.

– Ale ja jestem słaba w mapach!

– Dasz radę.

Idziemy, podziwiamy, pogoda wyśmienita. Coraz ciekawsze uliczki, coraz mniej ludzi,  trafiamy na kilka domów jednorodzinnych…

– Czy my na pewno dobrze idziemy?

– Mówiłam, że jestem słaba w mapach.

Przejmuje dowodzenie. Spoglądam na mapę i już widzę, że idziemy w totalnie złym kierunku. Ale w Rzymie warto się zgubić. Tutaj nie ma brzydkich miejsc, a można coś fajnego odkryć. Jakąś małą romantyczną uliczkę, stare kamieniczki, na których rosną pnącza kwiatów. Podążamy wzdłuż rzeki Tyber, skręcamy w pierwsza lepszą uliczkę, mijamy plac Campo di Fiori  i trafiamy na  Plac Navona. Słońce już zaszło, a na placu dużo się dzieje. Jest śpiew, muzyka, tańce! Harmider i cudowne zapachy, które dobiegają z restauracji. Tutaj dopiero zaczyna się prawdziwe życie. Atmosfera niepowtarzalna, mam ochotę tańczyć.  Przed każdą knajpą stoi mężczyzna, który zaprasza przechodniów do środka. Każdy z nich jest gustownie ubrany i wypowiada średnio milion słów na minutę.

– Drogie Panie, zapraszam do nas. Takie piękne jesteście, że wszystko dzisiaj dla Was za darmo… – niestety nie umiemy przyjmować komplementów, więc śmiejemy się i szybko oddalamy od rasowy włoskiego podrywacza. Zastanawia mnie ten rodzaj pracy, jak się nazywa takie stanowisko: naganiacz do knajpy?

„Poszukujemy naganiacza do restauracji. Wymagamy doświadczania na podobnym stanowisku. Miła aparycja będzie dodatkowym atutem. Preferowana znajomość słów „zapraszamy do nas” we wszystkich językach świata.  Znajomość kobiecej psychiki i oraz skłonności do słowotoku – niezbędne. Płacimy jedzeniem, pizzą i spaghetti.”

– Zjadłabym jakiś deser i wypiła kawę.

Oprócz włoskich lodów, które koniecznie trzeba spróbować, jest jeszcze jeden rewir włoskiej kuchni unikany przez anorektyczki i ludzi, którzy nie wiedza, co w życiu dobre – a mianowicie, włoskie desery!

Czy można oprzeć się serkowi mascarpone, biszkoptom, likierowi amaretto, posypce kakaowej i zapachowi świeżo mielonej kawy? Niestety nie można. Tiramisu to bardzo popularne włoskie ciasto, które, co drugi Polak potrafi zrobić sam w domu. Niestety moje próby dokonania tego w domu zawodzą, najpierw wypijam trochę likieru, potem kawę, zjadam biszkopty i okazuje się, że brakuje mi produktów, a moje pieczenie kończy się fiaskiem. Dlatego cieszy mnie możliwość zamówienia tego małego, bardzo kalorycznego cuda, właśnie tutaj w Rzymie.

rzym part 4.jpg

Nie można dobrze zakończyć dnia w Rzymie bez lampki wina. Niestety babskie wyjazdy to zazwyczaj problemy z podjęciem decyzji, w której knajpce dzisiaj skosztować napoju bogów. Stoimy przed wejściem do jednej ,naganiacz do restauracji mówi nam po włosku „dobry wieczór”, podchodzi i chwilę gadamy po angielsku, tłumacząc się, że jeszcze nie zdecydowałyśmy. Nagle ja odzywam się po polsku, mając wręcz pewność, że nikt tego nie zrozumie, oprócz koleżanek.

– Dziewczyny, chodźmy gdzie indziej, tam gdzie wczoraj.

Nagle naganiacz spogląda na nas i mówi po polsku:

– A może jednak byście u nas zostały?

Przepadłyśmy z kretesem. Zostałyśmy. Okazało się, że restauracja należy na spółkę do Polaka Edzia i jakiegoś Japończyka. Oczywiście serwują dania włoskie. Nie skończyło się na jednej butelce wina. Była i druga i opowieści Edka o tym jak się mieszka we Włoszech i jak tu trafił. Dochodzi prawie druga w nocy, aż tu do knajpy wpada grupa Włochów…jakieś after party? Zamawiają kawę. O drugiej w nocy zamawiają kawę!!! Każdy wypija szybkie espresso i już ich nie ma. A my kończymy wino i już zbieramy się do wyjścia, kiedy to Edek zatrzymuje nas i zaprasza na drinka z białym, włoskim, musującym winem Prosecco. Taka polska gościnność na włoskiej ziemi, cóż, nie można odmówić.

20160310_203553

 

 

 

Jeden komentarz Dodaj własny

  1. E pisze:

    „najpierw wypijam trochę likieru, potem kawę, zjadam biszkopty i okazuje się, że brakuje mi produktów, a moje pieczenie kończy się fiaskiem”… w końcu w żołądku i tak wszystko się zmiesza 😀 super!

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s