All you need is chocolate! – czyli o tym gdzie wypić najlepszą gorącą czekoladę i jak radzić sobie z problemami językowymi. Odcinek 1.

All you need is love chocolate!

Czekolada nie zadaje pytań, czekolada rozumie. Nie wierzcie, że czekolada jest substytutem miłości. Miłość to substytut czekolady.

Czekolada jest dużo tańsza niż terapeuta. Każdy prawdziwy fan czekolady powinien odwiedzić Belgię. Królestwo czekolady, kraj miodem i czekoladą płynący, rozkoszna kraina pralinek i trufli. Co kryje w sobie belgijska pralinka? To zagadka, prawie jak w życiu, nigdy nie wiesz, na co trafisz. Poproszę marcepana! Losujesz z pudełka pełnego rozkoszy i trafiasz na nadzienie orzechowe. Na początku małe rozczarowanie, ale za chwilę okazuje się, że orzech jest równie dobry jak marcepan. Czy to nie jest życie? Dostajemy od życia nie to, czego chcemy i często jest to coś lepszego, tylko nie zawsze to dostrzegamy. Wniosek jest prosty: czekolada to samo życie…

20150318_163329

Oprócz fanów czekolady do Belgii zapraszam również tych, którzy czekolady nie lubią (dziwni i nieszczęśliwi ludzie, którzy wydają dużo pieniędzy na sesje terapeutyczne, podczas których zdanie „ i jak się Pan z tym czuje?” pada częściej niż słowo k**** na budowie). Warto przyjechać, aby zobaczyć jak wyglądają same sklepy z wyrobami czekoladowymi, bo są niesamowicie pięknie – gustowne, eleganckie, kolorowe, pachnące! Ale Belgia oprócz czekolady słynie z piwa. Dużo wyszukanych smaków, piwo dla prawdziwych znawców i smakoszy, ale nawet taki przeciętny fan piwa jak ja, nie pogardzi jednym małym piwkiem, w szczególności na obczyźnie. No i oczywiście belgijskie frytki (jak mogłam zapomnieć). Smak jak te na ulicy Wrocławskiej w Poznaniu, więc dla samych frytek lepiej zostać w domu.

Belgijskie piwo Bush – Amber (12%):

blog-420150322_130335.jpg

blog-1

Będąc w Belgii odwiedziłam kilka miast i o każdym mogę opowiedzieć inną historię. Zacznę od stolicy, imperium Unii Europejskiej, obecnego miejsca zamieszkania byłego premiera Donalda Tuska – Brukseli. Ważny ośrodek kulturalny, polityczny, gospodarczy bla bla bla…to gdzie ta gorąca czekolada? Zwiedzanie rozpoczęłam od Galerii Świętego Huberta (Les Galeries Royales Saint-Hubert). Każda prawdziwa kobieta zaczyna zwiedzanie od galerii…buty, bluzeczki, torebeczki. Oczywiście żartuję, gdyż do galerii przygnało mnie nic innego jak zapach czekolady! Jakby mogło być inaczej! Takiej galerii to jeszcze nie widzieliście. To prawdziwy zabytek. Nie trzeba nic kupować. Wysoki sufit sprawia, że nie czuję się jak w pomieszczeniu. Raczej jakbym przechadzała się po ekskluzywnej ulicy, po której kiedyś stąpała arystokracja XIX wieku. Pasaż jest wąski, ale bardzo długi, witryny sklepowe kuszą przechodniów cudnymi wystawami, a powyżej sklepowych witryn rozmaite, kunsztowne rzeźby i precyzyjne zdobienia. Sklepy głównie z wyrobami czekoladowymi, które wyglądają jak bajkowa kraina. Zanim zdecydujecie się zakupić cokolwiek, można wypróbować, co oferuje dany sklep. Hostessy z uśmiechem od ucha do ucha częstują klientów kaloriami. Będąc w galerii Saint Huberta trzeba wpaść na gorącą czekoladę do Neuhaus. Kochani, to jest najlepsza i najcudowniejsza gorąca czekolada w moim życiu. Gęsta, aromatyczna, nie za słodka, nie za gorzka, harmonijny smak słodko – gorzki. Jak w życiu, czy ja już nie wspominałam, że czekolada jest jak życie? Za kubek tej rozkoszy zapłacicie 3,50 euro.

czekolada na gorąco.jpg

OLYMPUS DIGITAL CAMERA[wikiwand.com]

blog-3

20150318_163315

20150318_171228

Z galerii to rzut beretem na Stary Rynek. Wielki Plac w Brukseli jest bardzo dostojny. Majestatyczne kamienice otaczające rynek ozdobione są złotem – kolumny, kolumienki, rzeźby. Samo serce Brukseli – obowiązkowy punkt każdej wycieczki. Uwagę przykuwa gotycki ratusz – obszerny, który zdobią liczne rzeźby przedstawiające wizerunki świętych. Mogę śmiało powiedzieć, że Stary Rynek w Brukseli jest jednym z ładniejszych w Europie.

rynek1

rynek2

belgia-1

blog5

Z rynku znaki dla turystów prowadzą do „Manneken Pis”, czyli małego sikającego Pana, który jest symbolem Brukseli. Ogromny tłum zgromadzony przed… malusieńką rzeźbą chłopca z równie małym interesem. No cóż mogę rzec, z tradycją i historią się nie dyskutuje. Figurka, która jest fontanną, (ponieważ mały Pan sika wodą) wykonana z brązu przyciąga tłumy. Legenda mówi, że chłopiec był synem jednego z królów belgijskich, a teraz jego miniaturkę można nosić przy kluczach, jako breloczek.

20150318_170209

Belgia to mały kraj, co dla turysty jest dużym plusem, ze względu na bliskość położenia atrakcyjnych miast. To kraj federacyjny podzielony na trzy strefy językowe. Tubylcy nie potrafią się dogadać w jednym języku, potrzebują do tego aż trzech: francuskiego, niderlandzkiego i niemieckiego. Tablice na dworcu opisane są w tych trzech językach plus angielski. Ludzie z rejonu francuskiego często nie znają niemieckiego i na odwrót. Studenci pochodzący z niderlandzkiej strefy wybierający uczelnie we francuskim rejonie uczęszczają na zajęcia z języka francuskiego ucząc się go od podstaw – ten sam kraj, a tak jakby wyjechali na studia za granicę. I nie są to dialekty, tylko trzy różne języki.

– Mamy pociąg o 8.45 do Mons. Jedziemy 3 godziny, 4 peron, prędko, bo chyba się spóźnimy!

– Dobra, biegnij! To ten pociąg, wsiadaj, widzę napis Mons.

Wbiegamy zdyszane do pociągu, zajmujemy miejsce.

Na elektronicznej tablicy pojawia się kierunek jazdy: Bergen.

– To nie ten pociąg, to jedzie do jakiegoś Bergen.

– Ale ja na bank widziałam na pociągu Mons, a może nie….już sama nie wiem.

– Mówię Ci, to nie to, biegiem.

Wybiegamy na peron, podbiegamy do tablicy informacyjnej. No jak byk napisane, że pociąg do Mons stoi na peronie 4. Biegniemy jak szalone na przód pociągu.

– Może one się rozdzielają. Te wagony, może niektóre do Bergen, a inne do Mons. Na przodzie pociągu Mons, co oznacza, że to jednak ten pociąg. Jestem już wykończona bieganiem po peronie. Wchodzimy z powrotem do tego samego pociągu. Na tablicy znowu napis Bergen.

– Ja ci mówię, że to do Bergen najpierw, a potem do Mons. Siadamy.

– Jakoś dziwnie, w Polsce zawsze jest napisana stacja docelowa, a nie jakaś pośrednia.

Mija pół godziny spokojnej drogi, w pociągu nie ma za wiele osób.

Nagle Marta zrywa się na równe nogi:

– Już wiem! Zaraz to sprawdzę! Tak, mam rację! Mons to Bergen!

–  Yyy, że co?

–  Bergen to Mons po niderlandzku….

Wybuchłyśmy śmiechem tak, że cały przedział zwrócił na nas uwagę. Najważniejsze, że jechałyśmy w dobrym kierunku. Polecam drodzy podróżnicy, zaopatrzyć się w zestaw rozmówek, jeżeli planujecie podróż do Belgii. Bye, tschüss, au revoir!

20150320_103747.jpg

20150318_184412.jpg

20150323_140750_Pano.jpg

belgia2.jpg

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s