I don’t want another rice! – czyli podróż do Dubaju, miejsca, w którym niemożliwe nie istnieje.

Od czasu podróży do Indii, zapomniałam już jak zabawne potrafią być nieporozumienia językowe. Wyprawa do Dubaju przypomniała mi o tym. Angielski nie zawsze brzmi tak samo. Przekonałam się o tym już pierwszego dnia, a właściwie pierwszej nocy w mieście szejków. Po 5,5 godzinnym locie z Katowic do Dubaju wysiadłyśmy na lotnisku około godziny 21 tamtejszego czasu. Jako podróżnik, który stara się, w miarę możliwości, przygotować do podróży , korzystając głównie z informacji zawartych w Internecie, sprawdziłam dojazd do hotelu. Przynajmniej tak mi się wydawało. Port lotniczy Dubaj-Al Maktoum oddalony był ( według gogle maps) jakieś 40 km od zarezerwowanego przez nas hotelu. O ile dotarcie do jednej z główniejszych stacji (Ibn Battuta, planowana przesiadka z autobusu na metro) nie było problemem, to dalsza podróż przysporzyła wyzwań. Metro w Dubaju jest otwarte do godziny 23. Jako, że zegarek wskazywał 22:54 zgodnie stwierdziłyśmy, że lepiej użyć autobusu. Znając nazwę stacji metra, na której wysiadamy, uznałam, że przystanek autobusowy, to na pewno ta sama nazwa i bez problemu znajdziemy hotel. To przecież takie oczywiste, że przystanki autobusowe  są w pobliżu metra skoro mają taką samą nazwę… jak autobusy i tramwaje w Poznaniu. Wysiadamy na Dubai Itnernet City… we are in the middle of nowhere. W którą stronę iść? Przed nami rozpościerał się widok kilku drapaczy chmur, nasz hotel na pewno jest jednym z nich! Tylko który to? I jak tam dojść skoro tu nie ma żadnych pasów dla pieszych, ani podziemnych przejść, a ulice przecina jakieś sześć pasów drogi ekspresowej….

We are lost. Koniec języka za przewodnika. Ta reguła sprawdza się wszędzie. Wpadamy do recepcji najbliższego hotelu. Przemiły człowiek próbuje nam pomóc, niestety nie wie gdzie jest nasz hotel, a adres podany na rezerwacji jest dla niego dość enigmatyczny.

– Atana Hotel, adres to Tecom… – powtórzyła Monia

– W Dubaju mamy 12 okręgów o nazwie Tecom, zadzwonię do waszego hotelu… – powiedział recepcjonista. Niestety nikt nie odbierał.

Poprosiłyśmy, aby zamówił nam taksówkę. Po 10 minutach miałyśmy już transport do hotelu. Jak się okazuje, nawet w środku nocy, dwie kobiety w arabskim kraju, mogą doświadczyć uprzejmości od mężczyzny. Okazało się, że byłyśmy jakieś 10 km od hotelu. Wspaniale!

Zmęczone tą całą podróżą, wysiadamy pod hotelem, płacimy kierowcy, który pyta mnie na sam koniec:

– Do you want receipt? (Czy chce Pani rachunek?)

– Trip? No, thank you, trip tommorow. (Wycieszka? Nie dziekuje, wycieczka będzie jutro)

Taksówkarz prawie umarł ze śmiechu. Dotarło do mnie, że chodziło mu o rachunek, a nie wycieczkę. A ja sobie myślałam, że on chce mnie jeszcze w środku nocy wozić po Dubaju i się oburzyłam!

Przy wejściu do najwyższego budynku świata, gdzie zbiera się długa kolejka podekscytowanych turystów, na ścianie widnieje cytat szejka Muhannada Mahtuna, który twierdzi, że nie ma takiej przeciwności, których nie da się pokonać. Mówi on oczywiście o Dubaju, mieście zbudowanym na pustyni, mieście gdzie wszystko jest możliwe. Gorący kraj, pustynne powietrze, chcecie nart i zimnego klimatu? Załatwione. W największym centrum handlowym znajduje się stok narciarski, za szklaną szybą temperatura wynosi minus 4 stopnie. Jest też lodowisko dla fanów akrobacji na łyżwach. Arabscy szejkowie mają manię wielkości, tutaj nie ma co dyskutować. Największy budynek na świecie, największe akwarium, najdroższy hotel na świecie… to miasto samych naj.

Wiele osób pytało mnie czy tam jest co robić i co zwiedzać? Przecież to tylko wysokie budynki i piasek. Niektórzy twierdzą, że to miasto kiczu, przepychu i bogactwa. Mimo swojego ogromu i nowoczesności, Dubaj mnie nie przytłoczył. Nie odczuwałam kiczu i sztuczności, wręcz przeciwnie, czułam potęgę tego miasta. Odpowiadam stanowcze tak, w Dubaju jest wiele miejsc i atrakcji, które warto zobaczyć, na pewno nie będziecie się nudzić. Stanowcze nie, na pytanie czy straciłam oszczędności życia, wbrew pozorom nie były to najdroższe wakacje w życiu.

 

Jumeirah Beach Residence & The Walk At JBR

Spacer w tej części Dubaju, po szerokiej, piaszczystej plaży to czysta przyjemność. Przepiękny bulwar, gdzie spotkać można przenikające się kultury, arabki w abajach, szejków w białych kieckach oraz turystów w krótkich spodenkach. Bardzo szeroka i długa promenada, za którą wyrasta las piaskowych wieżowców. Bardzo charakterystyczne miejsce Dubaju. To jest naprawdę imponujące. Dubaj jest nazwany „miastem pionowym”  (vertical city), wieżowce rosną tu jak grzyby po deszczu. Po plaży przechadzają się wielbłądy ze swoimi właścicielami i za opłatą można skorzystać z tego rodzaju transportu. Ja proponuję się przejść, poczuć delikatny piasek pod stopami. Nie ma upału, jest ciepło, powietrze ma około 24 stopni, wreszcie upragniona chwila relaksu. W końcu to wakacje, o to chodziło!

blog1

 

blog2

blog6

IMG_1056.JPGblog4

blog9

blog5

Najwyższy budynek na świecie – Burj Khalifa. Budowa rozpoczęła się w 2005 roku. Pierwsze plany zakładały 90 piętrowy wieżowiec, jednakże ambicje szejka Muhammada nie pozwoliły mu na tak „niski” budynek. Dzisiaj budynek ma 828 m wysokości i posiada 160 pięter. Na 124. piętrze znajduje się taras widokowy „At the Top” (444 metry wysokości). Turystów wozi najszybsza (to oczywiste, że naj..) widna na świecie (18 metrów na sekundę). Burj Khalifa sąsiaduje z największym (to oczywiste, że naj) centrum handlowym na świecie (Dubai Mall).

Wjazd na 124 piętro jest dość kosztowny, ale naprawdę warto. Popołudniowy bilet kosztuje ok 200 zł. Widok jest bajkowy, szczególnie widoczek z turkusową wodą. Zobaczcie sami, bo tego opisać się nie da. Zdjęcia są też tylko namiastką. Warto zaczekać do wieczora, aż miasto pogrąży się najpierw w lekkiej szarości wieczoru, a potem ciemności nocy. Każdy z tych widoków jest inny i piękny. Trudno mi stwierdzić, który widok jest lepszy.

Z wysokości widać pokaz fontann, który odbywa się na u podnóża Burj Khalify co pół godziny od godziny 18. Te fontanny naprawdę tańczą. Światło, dźwięk, woda …wszystko do siebie idealnie pasuje. A nie mówiłam, że w tym mieście wszystko jest możliwe.

blog13

blog14

blogsik.jpg

Tutaj tańczą fontanny:

blog18.jpg

Tyle emocji, w ciągu dnia, że człowiek zapomniana o jedzeniu. Jednak żołądek sam zaczyna się dopominać. Zmęczone i głodne, wybieramy lokal w Dubai Mall, co wbrew pozorom nie jest łatwe – 150 różnych gastronomicznych punktów.

No to dzisiaj, na pierwszy posiłek w Dubaju wybieramy baraninę. Przemiły kelner wita nas od progu, zagaduje nas  skąd jesteśmy i czy to nasz pierwszy raz w Dubaju. Baranina serwowana jest z ryżem oraz „ with beans” (z fasolą). Jako, że mój towarzysz podróży nie może jeść fasoli, prosi kelnera o inne warzywo.

– Co pan proponuje? Jakie inne warzywo Państwo mają?

– Proponuję inny ryż.

– Nie dziękuję, wystarczy inne warzywo.

Kelner otwiera kartę i pokazuje nam inne rodzaje ryżu.

– Ale ja bym chciała zamówić, właśnie to danie, tylko bez fasoli. Co pan proponuje?

– Inny ryż! (Another rice)

– Nie chcę innego ryżu (I don’t want another rice)!

Ta konwersacja trwała dość długo. Już tłumaczę o co chodzi. Myślałyśmy iż, baranina, którą wybrałyśmy serwowana jest z ryżem i fasolą. Każda z nas sądziła, że fasolka jest oddzielnie, tak jakby surówka. Nie mogłyśmy zrozumieć, dlaczego chcąc zamienić warzywo, musimy zamienić ryż. Po pół godzinie, doszłyśmy do tego, wspólnie z kelnerem, że ryż jest pomieszamy z fasolą, nie da się więc fasoli zamienić, trzeba wybrać inny ryż. Cała sytuacja wyszła bardzo śmiesznie, kelner był bardzo ubawiony rozmową z nami. Przekomarzanie się na temat innego ryżu, sprawiło mu niezwykłą przyjemność. Zamówiłyśmy, „another rice” z żurawiną. Posługiwanie się jednym językiem, nie zawsze oznacza zrozumienie siebie nawzajem.

 

Cheesecake Factory – jedna porcja sernika w tym miejscu jest nie do zjedzenia, sama słodycz

blog10

blog17.jpg

Another rice: 

IMG_1406.JPG

The Walk At JBR:

blog8

Burj Khalifa

IMG_1380.JPG

Dubai Marina:

blo12

blog11

Wodospad w Galerii Handlowej: 

blog

Zima, góry i minus 4 stopnie, wszystko w galerii handlowej:

IMG_1566

#camelmilk #camelicious #saffron

blog15

Jeden komentarz Dodaj własny

  1. Marti pisze:

    Pięknie! Widoki cudowne 🙂 na pewno warto się tam wybrać, bo to coś zupełnie innego od tego co otacza nas na co dzień.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s