Kasia i Krzysiu – wywiad dla Podróży w Bamboszach

Poznajcie Kasię i Krzysia. Dwóch podróżników, parę narzeczonych, którzy oprócz siebie nawzajem, mają piękne marzenia. Wielu twierdzi, że tylko samotne podróże pozwalają coś odkryć i zrozumieć. Ale oni są dowodem na to, że o wiele cenniejsze jest odkrywanie w podróży drugiego człowieka. Oni są dowodem na to, że w tym pokręconym świecie, można znaleźć bratnią duszę.

Chicago.JPG

Odwiedzam Kasię i Krzysia po raz pierwszy w ich mieszkaniu. Zabieram ze sobą butelkę Porto. Trochę mocne, portugalskie wino. Mam głęboką nadzieję, że przypadnie im do gustu. Od progu wita mnie uśmiechnięta para. Krzysiek jak prawdziwy dżentelmen zabiera mi kurtkę, Kasia od razu oferuje coś do picia. Przechodzimy do konkretów i od razu otwieramy wino. Rozmowa zaczyna się od progu. Najwięcej rozmawiamy oczywiście o podróżach. O wszystkim mówią z pasją, dużo widzieli i wiele pamiętają. Tylko pozazdrościć takich wspomnień. Tylko w 2016 roku byli w Portugalii, na Azorach, w Szkocji, Mołdawii, na Malcie, w Niemczech i Anglii, a także w Stanach Zjednoczonych, gdzie przy okazji zahaczyli o Turcję, Jamajkę, Kajmany, Meksyk i Litwę. Rok zakończyli świątecznymi jarmarkami w Niemczech i zamkiem Książ w Polsce. W 2015 odwiedzili Rygę, Tallin, Paryż, Londyn, Gruzję, Rzym, Barcelonę i Hamburg. Nie mają dość, wręcz przeciwnie, ciągle gna ich ciekawość świata.

Ostatnio byliście w Polsce, zamek Książ prawda? Czy Polska jest dla was równie atrakcyjna jak zagranica?

Krzysiek: Uważam, że Polska jest atrakcyjna, nawet niejednokrotnie bardziej niż zagranica. Podróżując po świecie, mogę powiedzieć, że my Polacy mamy za dużo kompleksów pod względem własnej tożsamości i własnych wartości, które możemy zaprezentować turystycznie. Wychodzimy z założenia, że Polskę zdążymy łatwiej zwiedzić mając już rodziny, a po świecie z mały dziećmi ciężko będzie podróżować, dlatego skupiamy się z Kasią na podróżach za granicą, a nie w Polsce. Dobrze powiedziałem? Śmiech.

Czy macie jakąś wymarzoną destynację podróżniczą? Gdzie byście chcieli pojechać?

Krzysiek: Ja mam ich tak wiele, że trudno mi powiedzieć… Na każdym kontynencie bez problemu wymieniłbym co najmniej dwa państwa, które chciałbym zobaczyć.

Kasia: Jeżeli chodzi o Afrykę to na pewno Uganda, w tej kwestii to się z Krzyśkiem zgadzamy. Uganda to kwintesencja Afryki. Pustynia, jezioro Viktorii. Inny klimat. Mam dodatkowy powód, bo mój wujek jest tam misjonarzem od 30 lat. Marzą mi się jeszcze Bałkany i Włochy, ale samochodem. Taka na przykład Toskania. Tam można się rozmarzyć.

Krzysiek: Jeśli chodzi o Azje – Malezja i Chiny. W Chinach byłem, ale chętnie bym wrócił zobaczyć jak się zmienił Szanghaj od ostatniego mojego pobytu. To jest tak wielki i różnorodny kraj, że trzeba wielu podróży, by go zgłębić. Dlatego namawiam Kasię na round trip po Azji – Chiny, Malezja, Filipiny i Indonezja…bo to można zobaczyć w jednej podróży. Coraz więcej czytam ostatnio o Wietnamie, który wydaje się być intrygujący… podobno jest mega tanio i mega bezpiecznie! W Ameryce Południowej chciałbym zobaczyć i Chile, i Peru, i Brazylie, i Argentynę…

Kasia: Chętnie bym tam zobaczyła Machu Picchu.

Redakcja Bambosze: Macie bardzo dużo tych planów….

Krzysiek: Ja bym chętnie nawet na Grenlandię poleciał…Wczoraj leciał taki program na Galileo, na Spitsbergenie – rosyjska baza, gdzie kiedyś była kopalnia węgla. Chętnie moglibyśmy to zobaczyć, minus 30 stopni latem… Szok.  Zobaczyć najbardziej wysunięte miasto na północy na świecie… Zupełnie skrajne warunki.

Kasia: Zaliczamy różne takie ciekawostki, najbardziej wysuniętą na zachód część Europy…Przylądek Roca w Portugalii; najdalej na południe wysuniętą część Ameryki (Key West); Ushguli – najwyżej położona wioska „w Europie” (o ile Gruzja to Europa – zależy, jakie opracowanie weźmiemy do ręki), czy choćby najgłębsza depresja w Polsce – Raczki Elbląskie.

Słyszałam kiedyś, jak ktoś powiedział, „Jeżeli chcesz kogoś poznać, zabierz go w podróż”. Chodziło mniej więcej o to, że w podróży można zobaczyć prawdziwego człowieka. Jaki jest, gdy jest zmęczony, co robi jak się zgubi, jaki jest, gdy jest szczęśliwy. Zgadzacie się z tym?

Krzysiek: 100% tak, poznaliśmy nie tylko siebie, ale też naszych znajomych, gdyż nie zawsze jeździmy tylko we dwoje.

Kasia: Fajne jest to, że oboje z Krzyśkiem mamy takie samo podejście. Chcemy zawsze dużo zobaczyć. To jest nasza pasja, coś, co nas łączy. To nie jest tak, że któreś z nas jedzie gdzieś na siłę. Każdy z nas się angażuje w wyjazd, dzielimy się obowiązkami przed podróżą.

Krzysiek: Jak Kasia nie doczyta o jakiejś wycieczce, to ja doczytam. Na tej zasadzie, że po Malcie ja byłem bardziej zorientowany, a Kasia, ze względu na fakt, że była już wielokrotnie wcześniej w Stanach, więcej udzielała się w tej kwestii.

Kasia: Krzysiek rezerwował noclegi, a plan zwiedzania wzięłam na siebie, gdyż znałam niektóre miejsca i wiedziałam, na co zwrócić uwagę.

Czy jest coś, co was bardzo zaskoczyło podczas podróżowania?

Krzysiek: Miałem takie pozytywne i negatywne zaskoczenia. Całe życie wyobrażałem sobie Miami, nawet kiedyś rozmawiałem o tym z kolegą, że fajnie byłoby się tam wyprowadzić i pracować. W mojej branży można. A to miasto mnie tak rozczarowało. Jak oglądasz policjantów z Miami to tylko ładni ludzie, ładne plaże i palmy, ładne dziewczyny… a tam 40 stopni w cieniu, prawie płoniesz. Wieczorami „bardzo apatyczne” murzynki kręcą pupami na ulicy. Murzynki o szerokości kanapy, w stringach, totalnie pijane twerkują na środku ulicy. I wszędzie „lans i bans”. Zniszczyło to moje wyobrażenie o Miami.

Kasia: Negatywnie zaskoczyły mnie miejsca te najbardziej popularne, które niby trzeba zobaczyć. Takim rozczarowaniem jest dla mnie właśnie Paryż. Są tam piękne miejsca, ale zanim dojdziesz do jednego z nich, przebijesz się przez tłum ludzi i sprzedawców wszystkiego, co popadnie, to już jesteś zmęczony. Fajnie zobaczyć, zrobić zdjęcie, odhaczyć na liście i iść dalej. Preferuję krajobrazy. Weźmy takie Azory… cudowne widoki. Możesz stanąć i pół dnia patrzeć…

Krzysiek: Najlepiej byś wtedy otworzyła butelkę wina i siedziała…

Kasia: Dokładnie. A nie wyobrażam sobie otworzyć butelki na polach Marsowych i patrzeć na wieżę Eiffla przez pół dnia. Pewnie większość z nas – Polaków – twierdzi, że za granicą jest lepiej, czyściej, „bardziej”. Jednak im więcej się podróżuje, tym łatwiej można docenić proste rzeczy, których się nie zauważa na co dzień np. czystość komunikacji miejskiej; czystość i obsługa w restauracji czy prozaiczna życzliwość ludzka. Proste przykłady – MCDonald w Stanach jest podrzędnym fast foodem, a w Polsce zadbaną restauracją (pomijając dyskusyjną kwestie menu, które można lubić lub nie), klejące i brudne metro w Nowym Jorku czy Londynie, po wyjściu z którego bez dezynfekcji rąk się nie obędzie. Nie chodzi o pedantyzm lub uszczypliwość, ale są to takie małe rzeczy, które się widzi podróżując.

Krzysiek: Nie ważne gdzie pojadę, jestem zadowolony z każdej wycieczki. Czuję taką satysfakcję. Uwielbiam to, że się odcinam i wyłączam. Mam klapki na oczach, nie widzę pracy, wyłączam wszystko. Pomaga mi to psychicznie i fizycznie się zregenerować. Nawet jak się zmęczę, bo przejdziemy z Kasią dużo kilometrów (Paryż w 3 dni blisko 100km) to czuję się szczęśliwy. Skupiam się na tym, co jest atrakcyjne, co mogę zobaczyć. Trzy tygodnie w Stanach, zwiedziliśmy mnóstwo miejsc, ale ja tam naprawdę odpocząłem. Czułem się oczyszczony. To mnie chyba bardzo zaskoczyło w podróżach, że mnie tak potrafią zrelaksować i pozwalają uciec od codzienności.

Kasia: Im dłużej podróżuję, przekonuję się, że podróżowanie wcale nie jest drogie. Niektórzy patrzą na nasze wyjazdy i myślą sobie, skąd oni mają tyle kasy. Nie zarabiamy bóg wie ile. To jest kwestia priorytetów. Ktoś lubi samochody to na nie zbiera, a ja mam samochód byle jeździł, ale zależy mi na wycieczkach. Inni rozbijają majątek co weekend w klubach a my szukamy tanich połączeń, tanich hoteli, czasem zdarzy się, że gdzieś poczekamy dwie godziny dłużej, aby zapłacić mniej za przelot. Czasem wystarczy trochę pokombinować, chwilę dłużej posiedzieć w Internecie poszukać wskazówek i można mieć wycieczkę dużo taniej niż w biurze podróży.

Lans i Bans

miami-beach

Azory

azory.jpg

 

Najdziwniejsza potrawa, jaką jedliście?

Kasia: Dla mnie chyba ślimaki. To wygląda trochę jak taki glut… albo rozgotowana pieczara. Doprawione mocno czosnkiem… jakbyś jadła pieczarkę o smaku czosnku.

Krzychu: Łoś jedzony w Estonii, homar oraz jakiś stek z dziwnej owcy, której nie umieliśmy przetłumaczyć z angielskiego. Jakiś dziki rodzaj muflona. Co jeszcze? Jadłem żubra, hawajską rybę mahi mahi. Ogólnie polecam łosia.

Kasia: Możemy ci polecić wspomnianą knajpę w Estonii, najlepsza obsługa, jaką mieliśmy w życiu. W Tallinie trafiliśmy akurat na śnieżycę, było bardzo zimno. Zamówiłam herbatę, którą podano mi z cytryną. Nie było cukru, więc zapytałam kelnera. On za chwilę przynosi talerz z kamieniami. Takie żółte kamienie, wyglądały jak bursztyny, dużej wielkości. Myślałam, że ktoś robi sobie jaja. Ja mam do herbaty wrzucać kamienie? Zaryzykowałam i kamienie się rozpuściły…

Krzysiek: Człowiek czuje się jak burak, czasem nie wie, co robić. Jak się zabrać za jedzenie egzotycznej potrawy. Ale trzeba i warto podjąć to ryzyko.

Podróżujecie do różnych miejsc, czy coś się powtarza w waszych destynacjach? Czy jest takie miejsce, do którego często wracacie? A może chcielibyście do jakiegoś wrócić, bo zrobiło na was takie wrażenie?

Kasia: Ja zawsze z przyjemnością wracam do Stanów, zawsze chce zobaczyć więcej. Pomimo tego, że byłam już tam pięć razy, dalej chętnie do nich wracam i odkrywam kolejne miejsca, które warto zobaczyć. W życiu nie chciałabym mieszkać w Stanach, ale zwiedzać uwielbiam.

Krzysiek: Ja na pewno wróciłbym na Maltę i do Gruzji. Piękne widoki, czyli to, co lubimy najbardziej.

Większość moich Czytelników będzie się zastanawiało – jak Wy to robicie? Skąd macie na to wszystko czas?

Kasia: Mamy standardowo 26 dni urlopu. A ja mam czasem trochę więcej, bo pracuję często w święta i za to mam jakiś inny dzień wolny.

Krzysiek: Tak dobrze gospodarujemy, że mamy jeszcze po dwa dni urlopu na koniec 2016 J.

Kasia: Staramy się rezerwować tak, żeby wyjazdy były około weekendowe. Wylecimy w czwartek, wrócimy w niedzielę wieczorem, a w poniedziałek, nie ma zmiłuj, do pracy.

Wydawać by się mogło, że siedzenie w domu to nie dla Was, ale czy bywacie domatorami? Kapcie, pidżama, film lub książka?

Krzysiek: Oczywiście. Zwłaszcza po takich długich podróżach, wręcz marzymy o siedzeniu w domu i leniwym weekendzie. Leżymy w łóżkach do południa, aż się wyśpimy, zjemy śniadanie, Kaśka poczyta, ja zajmę się czymś innym, każdy zajmuje się sobą. Taki dzień jest bardzo potrzebny.

Kasia: Nigdzie się nie umawiać, nigdzie nie wychodzić…

Krzysiek: Jednakże myślę, że jakbyśmy wygrali w totka to byśmy byli w nieustannej podróży…

Jaka jest wasza historia? Podróżowaliście od dziecka i połączyła Was wspólna pasja czy dopiero ją odkryliście jak się poznaliście?

Krzysiek: Mój tata w czasach kawalerskich organizował wycieczki po Polsce, więc może trochę tej żyłki odziedziczyłem. Jeździliśmy dużo po kraju. Pierwszy raz za granicą byłem z rodzicami jak miałem 17 lat, w Berlinie. Samodzielne podróże zacząłem od Chin, „od głębokiej wody”. Teraz mając kompana w podróży – Kasię, możemy dzielić się wrażeniami i przeżywać je wspólnie. Czasem organizujemy rodziny wyjazd i zabieramy rodziców ze sobą.

Kasia: Ja również dużo jeździłam z rodzicami po Polsce, czasem za granicę, do tego dochodzą wycieczki szkolne. Samodzielne wyprawy zaczęły się na studiach. Mój pierwszy lot to wyprawa do Stanów. Zobaczyłam, że to nie jest trudne, że to nie boli. Potem chciałam więcej.  A jak się Krzyśkiem poznaliśmy, to zaczęliśmy robić to razem.

Czy planujecie wszystkie wycieczki czy zdarzają się wam spontany?

Krzysiek: 80% naszych wycieczek planujemy. Mołdawia to była taka wycieczka, gdzie zwiedzaliśmy bez przygotowania. Wiedzieliśmy o maksymalnie trzech atrakcjach (trzy winiarnie:), a tak to wszystko na miejscu zorganizowaliśmy. Ze wschodem jest ogólnie problem, nie ma dobrych przewodników, blogów czy informatorów.

Kasia: Spontanem była Majorka, więc czasem nam się zdarza, ale i wtedy się odnajdujemy i wychodzi super. Gdy jest to droższy wyjazd, tak jak na przykład Stany, to wolimy mieć wszystko zaplanowane, żeby jak najwięcej zobaczyć, aby nie marnować czasu.

Dzięki uprzejmości moich rozmówców możecie podziwiać cudowne zdjęcia z prywatnej kolekcji Kasi i Krzysia:

Mołdawia – Orheiul Vechi

moldawia-orheiul-vechi

Azory 

azory2

Co to za miejsce to na pewno wiecie, podpowiedź trzyma Kasia w ręku 🙂

Rzym.jpg

Shanghai, widok na Pu Dong

Shanghai, widok na Pu Dong.JPG

Droga wojenna Gruzja (jedno z moich ulubionych zjęć, które dostałam od Kasi i Krzysia)

Droga Wojenna Gruzja.jpg

Key West USA

Key West USA.JPG

Miami 

Miami.JPG

2 komentarze Dodaj własny

  1. Yurek pisze:

    SUUUPER 🙂
    Portugalia, kolacja przy dźwiękach FADO żyć nie umierać, jak w bajce.
    Zazdraszaczam 🙂

    Polubienie

  2. jurek pisze:

    Gratuluję i pochwalam oraz życzę tyle wyjazdów co powrotów a przy okazji piszę się na jedną z eskapad. Jurek.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s